Nasz Kościół


Porządek nabożeństw

w naszym kościele:

Msze Święte:

w niedziele i święta

7:30, 9:00, 11:00,
 

12:30, 14:00, 17:30


w dni powszednie

7:00, 18:00




Link do strony projektu znajduje się tutaj




   

 

  Roratni lampion w walce z mocami ciemności


Dziś mija 277 dzień wojny na Ukrainie. Świat wypatruje pokoju. Świat chce żyć w pokoju. Dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Izajasza zapowiada nadejście trwałego pokoju: „Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny”. Ludzie chcieliby, aby Izajaszowe proroctwo spełniło się jak najszybciej.

Dużej części współczesnych ludzi wydaje się, że powszechny pokój nastanie lada moment, że dokona się to ludzkimi zabiegami. Przekonują siebie i innych, że jest to możliwe, bo istnieją silne organizacje międzynarodowe, które doprowadzą do trwałego pokoju, bo być może powstanie światowy rząd, który wyeliminuje wszelkie istniejące jeszcze konflikty.

Gdy jednak bardziej wnikliwie popatrzy się na świat, to rodzą się uzasadnione wątpliwości co do możliwości całkowitego przezwyciężenia wojny. Końca wojny na Ukrainie ciągle nie widać. Raz po raz pojawiają się informacje o nowych próbach nuklearnych dokonywanych przez Koreę Północą. Na horyzoncie majaczy konflikt amerykańsko-chiński. Nie mówiąc o krwawych lokalnych napięciach w Afryce. Wiele też krajów arabskich zbroi się. Czyż zatem oczekiwanie trwałego pokoju na świecie nie jest utopią? Czym jest zatem przywołane proroctwo Izajasza? Także mrzonką?

Słowa Izajasza zapowiadają nastanie trwałego pokoju, którego ostatecznym Twórcą jest Bóg. Zapanowanie tego pokoju nastąpi w czasie powtórnego przyjścia Jezusa, kiedy to nastąpi koniec świata, w którym dziś żyjemy. Czy w obliczu tak wielkich, eschatologicznych wydarzeń, które nadejdą, mamy jako ludzie jakieś zadania do wykonania? Wszystko to jawi się z jednej strony jako tak odległe i abstrakcyjne, a drugiej – jako tak ogromne, że wydaje się, iż wizja ta nie ma szans wpłynąć na życie pojedynczego człowieka.

A jednak? Przenieśmy nasze myśli od zagadnień związanych z końcem świata na problem dotyczący końca naszego życia. Oczywiście myśl o własnej śmierci człowiek współczesny także próbuje odsuwać od siebie i wpada czasem w ułudę, że sam sobie zbuduje własny pokój, szczęście i długowieczność. A przecież ciągle człowieka współczesnego dopadają lęki, niepokoje. Pojawiają się cierpienia, pojawia się czyjaś niespodziewana śmierć. Wczoraj odbył się pogrzeb znanego stomatologa, implantologa ze Śląska, Mariusza Dudy, mojego kolegi z licealnej klasy. Zginął nagle w wypadku samochodowym. W obliczu takich wydarzeń człowiek zaczyna zastanawiać się nad własnym przemijaniem i śmiertelnością. Gdy modli się za zmarłych, to uświadamia sobie, że „światłość wiekuista” i „wieczne odpoczywanie w pokoju” nastąpią dopiero po drugiej stronie życia.

Co zatem czynić? Słowo Boże wzywa nas, by nie zamykać się jedynie we własnej doczesności, bo ona nie jest całą prawdą o ludzkim życiu. Jezus w Ewangelii przestrzega: „jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego”. Problemem ludzi z czasów Noego nie było to, że zajmowali się codziennością: jedzeniem, piciem, sprawami małżeńskimi. Ich problemem było to, że całkowicie zamknęli się w doczesności, że przestali myśleć o własnej przemijalności i przemijalności świata, że uwierzyli, iż własnymi rękami zbudują sobie szczęście, dobrobyt i wieczny pokój. Wszystkie te ich starania się w obliczu ogólnoświatowego kataklizmu, jakim był potop, rozsypały się jak domek z kart.

Aby przyjście Jezusa – czy to w chwili naszej śmierci, czy też na końcu czasów – nie było dla nas totalnym zaskoczeniem, warto dziś czynić wszystko, by trwać w intensywnej jedności z tym, który ma nadejść w ostatnich chwilach naszej ziemskiej egzystencji – z Jezusem Chrystusem. Nasze pierwsze i podstawowe zjednoczenie z Panem dokonało się w chwili chrztu, kiedy to otrzymaliśmy szatę zbawienia, czyli łaskę uświęcającą. Niestety ten czysty strój łaski otrzymany na chrzcie jest utracalny przez nasze grzechy. Dlatego św. Paweł w Liście do Rzymian odczytywanym w ramach drugiego czytania wzywa do ponownego jednoczenia się z Chrystusem: „przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa”. Dla ludzi głęboko zjednoczonych z Jezusem ani śmierć ani koniec świata nie będą dramatycznymi wydarzeniami. Będzie to spotkanie z tym, z którym za życia doczesnego trwali w jedności i przyjaźni.

To trwanie w łasce Jezusa dokonuje się przez wiarę oraz poprzez intensywny wysiłek moralny, który często przybiera charakter duchowej walki. Jest to walka z mocami ciemności, czyli z pokusą, grzechem i szatanem. Dlatego św. Paweł pisze: „Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!” Niektórzy mówią, że wojska ukraińskie walczą z mocami ciemności. To prawda, ale najgłębsza duchowa walka dokonuje się w sercu człowieka, a linia frontu między światłością a ciemnością przebiega przez nasze serca: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”. Wyrwać się z nałogu alkoholizmu (o jego społecznym zasięgu było ostatnio głośno w mediach), wyrwać się z sideł pornografii (która zagraża dzieciom, młodzieży, dorosłym), wyrwać się z ciągłych kłótni i waśni (w naszych rodzinach i społeczeństwie) – to wszystko oznacza ciężką duchową walkę. Św. Paweł mobilizuje nas do niej, wzywa do wyjścia z duchowego letargu: „rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień”.

Roratni lampion w ręku (nie tylko dziecka) oznacza, że ubraliśmy się w zbroję światła. Gdy lampionów będzie wiele, to znaczy, że do walki z ciemnościami zła przystąpiła cała armia. Choć ciemność jest wielka wokół nas, a czasem i w nas, to jednak światło lampionów przezwycięża mroki. Światło lampionu to światło Chrystusa, które niesiemy światu. Każde zwycięstwo z mocami ciemności, które odnosimy w naszym sercu, dodaje odwagi i rodzi w nas pokój. Ten nasz wewnętrzny pokój udziela się innym, promieniuje na otoczenie. Armia uzbrojona w lampiony zapowiada nadejście Króla pokoju: Jezusa Chrystusa. Nasza wiara oraz duchowe zmagania są naszym udziałem w budowaniu wraz z Jezusem trwałego pokoju w ludzkich sercach.

 

ks. Antoni Bartoszek

 


o



o